Felietony i wywiady

Moda na sukces czy szklana pułapka?

Opublikowano: 1 lipca 2010 o 09:29

W ostatnim czasie w Polsce jesteśmy świadkami bardzo dynamicznego rozwoju rynku obligacji korporacyjnych. Wpisujemy się tym samym w światowe trendy. W I kwartale 2010 na świecie przeprowadzono emisje obligacji o niemalże takiej wartości co w całej pierwszej połowie 2009. Tyle, że w II kwartale 2010 w związku z zawirowaniami wokół państwowych długów ta część światowego rynku praktycznie zamarła.
U nas zapowiadane i plasowane były kolejne emisje. Zatem wyraźnie ten trend w Polsce ma również charakter lokalny. Jego siła i odporność na koniunkturę światową ma dwojakie podłoże.
Po pierwsze ciągle rzadko na naszym finansowym podwórku mamy do czynienia z dużymi emisjami, których powodzenie jest właśnie uzależnione od światowej koniunktury. Po drugie jesteśmy w początkowej fazie rozwoju rynku obligacji korporacyjnych i samo jego odkrywanie przez przedsiębiorców i inwestorów przekłada się na wzrost wartości i ilości przeprowadzanych emisji .

Rynek kredytów obrotowych i inwestycyjnych ciągle mocno kuleje. Banki nie zdążyły w dostateczny sposób odbudować swoich kapitałów a regulatorzy szykują się do dalszych obostrzeń.
Emisja akcji przy obecnej koniunkturze giełdowej to droga tylko dla wybranych, reszta (na czele z deweloperami) musi sprzedawać się z ogromnym dyskontem aby zapewnić sobie sukces w zebraniu określonej kwoty. Po pierwsze staje się to dla spółki niesamowicie kosztowne (rozwodnienie kapitału), po drugie jest przeznaczone praktycznie wyłącznie dla spółek giełdowych. To wszystko implikuje poszukiwania pieniądza przez przedsiębiorstwa na inne sposoby. W praktyce coraz częściej sprowadza się to do emisji obligacji.

Kolejne emisje pociągają za sobą coraz większy rozgłos medialny. W głowach wielu inwestorów rodzi się pytanie jak podchodzić do tematu obligacji korporacyjncyh. Pojawiają się coraz liczniejsze artykuły i wypowiedzi oceniające ten rynek jako wysypisko śmieci lub finansowe eldorado.
Skrajności rzadko rodzą zdrowe owoce. Tak jest również w tym przypadku. Tym bardziej że obszar tego rynku jest bardzo rozległy. Obligacje korporacyjne emitować może niemal każde przedsiębiorstwo od PKO BP s.a. począwszy na przysłowiowym Kowalskim sp. z o.o. skończywszy.
Kolejne szeroko głoszone prawidło: obligacje z kuponami pow. 10% to śmieci o ogromnym ryzyku niewypłacalności. Tworzenie stereotypów ułatwia życie na rynku kapitałowym – pozornie. Tak więc moda na sukces czy szklana pułapka? Na co zwrócić uwagę przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu w ten instrument?

Obligacje korporacyjne nie są dziełem szatana ani anielskim wynalazkiem. Tak jak do każdego instrumentu finansowego tak do tego należy podejść z odpowiednią rozwagą. To nie jest prosta maszynka do robienia pieniędzy (niektóre papiery mają grubo ponad 20% rentowności). Inwestować na tym rynku z sukcesem można posiadając co najmniej podstawową wiedzę z dziedziny finansów. Sztuka polega przede wszystkim na określeniu ryzyka upadłości emitenta. Sprowadza się to m. in. do zbadania finansów emitenta i otoczenia w którym działa. Zwykłe kierowanie się kuponem często sprowadzi nas na manowce – w Polsce jest to ciągle bardzo słabo rozwinięty rynek.
Słabo rozwinięty czyli też płytki to jest z relatywnie małymi obrotami. Jeżeli płytki zatem mało efektywny i często nie odzwierciedlający faktycznego stanu. W praktyce prowadzi to nierzadko do sytuacji, w której przedsiębiorstwo dające kupon 12% jest mniej ryzykowne (wykup obligacji w terminie jest bardziej prawdopodobny) od tego które daje 10%… Co zatem może zrobić inwestor nie posiadający wiedzy wystarczającej do oceny emitenta?
Pierwszym i najprostszym wyjściem jest kupno funduszu, który inwestuje w obligacje korporacyjne. W tym przypadku to doradca inwestycyjny oceni emitenta i atrakcyjność kuponu. Takich funduszy jest w Polsce niewiele nie mówiąc już o ich kategoryzacji. Po prostu rynek funduszy dłużnych dzieli się u nas na te inwestujące w dług Skarbu Państwa i na te skupujące dług przedsiębiorstw (bardzo nieliczna grupa). Musimy przy tym pamiętać, że kupno jednostek uczestnictwa zmienia charakter inwestycji. To nie jest już tzw. produkt rentierski który przynosi nam określony kupon w określonych odstępach czasu. Na razie ten „defekt” osładza nam płynność (jednostki uczestnictwa możemy sprzedać praktycznie w każdy dzień roboczy) ale w raz z rozwojem rynku obrotu obligacjami Catalyst nie będzie to specjalną wartością dodaną.

Drugim wyjściem dla niedoświadczonego w tym temacie inwestora jest podpieranie się osobistym profesjonalnym doradztwem. Problem w tym, że takiego doradztwa na rynku jest „jak na lekarstwo”. Jeżeli nawet uda się do odpowiedniego doradcy trafić to zazwyczaj wymaga to bardzo poważnego zaangażowania kapitału.

Serwis corporatebonds.pl dostarcza rzetelnej informacji na temat rynku obligacji korporacyjnych. Poprzez wywiady, felietony i komentarze inwestor może znacząco wzbogacić wiedzę na ten temat. Ponadto serwis śledzi na bieżąco wydarzenia związane z tym rynkiem i dostarcza aktualną ofertę. To wszystko daje szansę na podejmowanie bardziej świadomych decyzji inwestycyjnych w obszarze obligacji korporacyjnych.